Jak donosi esports.pl w artykule między 28 listopada a 6 grudnia w czterech polskich miastach - Krakowie, Poznaniu, Warszawie oraz Wrocławiu rozgrywane są „imprezy dla graczy” z turniejami w Call of Duty 4: Modern Warfare. Jest to swoista akcja promocyjna firmy MSI o wdzięcznej nazwie "Big Bang - Warto grać z MSI!". W akcję zaangażowały się też takie firmy jak Licomp Empik Multimedia, Empik, Enermax, Goodram, Intel, Logitech oraz NEC.
Obejrzawszy znaczną część wrocławskich rozgrywek stwierdzam, że sformułowanie „impreza dla graczy” dobrze oddaje charakter tego co się działo wczoraj w empiku. Turniej rozgrywano na promodzie w trybie zespołowego deathmatchu, 10 minut na mecz, przy braku friendly fire i tylko na jednej mapie – Crashu. Jedna z drużyn grała na komputerach stacjonarnych, przeciwna na laptopach. W turnieju właściwym wzięło udział 8 zespołów. Odnosiło się wrażenie, że większość grała ze sobą pierwszy raz, zawodnicy zaledwie 2 grup wymieniali między sobą informacje o poczynaniach nieprzyjaciół, reszta grała w milczeniu przerywanym niekiedy dobitnymi słowami wyrażającymi niezadowolenie z postępów w walce. Organizatorzy niezwykle chwytliwie nazwali zespoły początkowymi literami alfabetu. W ćwierćfinale rozgrywano tylko jeden pojedynek między drużynami, a zatem do głosu mogły dojść różnice sprzętowe (wg relacji zawodników tylko jeden laptop utrzymywał tempo 250 fpsów), jednak różnice poziomu przeciwników były na tyle wyraźne, iż wątpię, by ktokolwiek został naprawdę pokrzywdzony. Półfinały i finał odbywały się już sprawiedliwszym systemem dwumeczowym, raz na laptopach, raz na komputerach stacjonarnych. Ostateczny wynik dwumeczu był sumą punktów zdobytych w obu spotkaniach.
Cała impreza nie była zbyt przyjazna dla widzów. Miejsc do siedzenia mało. Jeden większy monitor nie zawsze był widoczny, a co gorsze, zaledwie czasem interesowano się tym, co jest tam wyświetlane, więc częstym widokiem była statyczna kamera na środku mapy ponad miejscem katastrofy śmigłowca. Więcej można było zobaczyć, spoglądając grającym przez ramię, choć pozycja nie zawsze była komfortowa. Komentator nie był najgorszy, aczkolwiek przy komentowaniu spotkania ograniczał się zwykle do podawania wyniku. Dużo częściej opowiadał o zachowaniu czy sposobach porozumiewania się zawodników niż o tym, co naprawdę dzieje się na mapie.
Dodatkowo tuż przed finałem odbył się pokazowy mecz pomiędzy VIP-ami, czyli drużyną fnatic, a 9 drużyną zebraną podczas turnieju, dla której zabrakło sparowanego przeciwnika, by mogli oni wziąć udział w normalnym turnieju. Konieczność gry na własnym sprzęcie i trudności w konfiguracji opcji (głównie klawiszologii), gdyż grano na polskiej wersji coda, spowodowały naprawdę duże opóźnienie. Sam mecz nie przyniósł praktycznie żadnych emocji, gdyż zgrani Szwedzi mimo problemów technicznych łatwo rozgromili naprędce zebraną drużynę.
Ogólnie wszystkie mecze były dość jednostronne. Najlepszy poziom zaprezentowały drużyny, które dotarły do finału, choć i tam oba pojedynki dwumeczu wygrali przyszli zwycięzcy. Obawiając się kolejnej długiej przerwy przy przełączaniu sprzętu nie dotrwałem już do meczu zwycięzców z drużyną fnatic. Podobno Szwedzi polegli
Podsumowując, inicjatywę uważam za dobrą. Pobawić przyszli się nie tylko najlepsi gracze polskiej sceny, ale też prawdziwi amatorzy. Niestety organizacja nie była do końca przemyślana, turniej jak sądzę mało reklamowany. Będąc na miejscu musiałem przejść 3/4 empiku, żeby znaleźć miejsce rozgrywek. Bardzo trudno byłoby tam trafić przypadkiem, gdyż żadnych oznaczeń nigdzie nie zauważyłem. Życzyłbym jednak organizatorom nie poddawania się drobnym przeciwnościom i w przyszłości zorganizowania czegoś jeszcze lepszego!
KeMbi
Musisz być zarejestrowany i zalogowany by ocenić artykuł!